I see you lookin' at me...

...like I'm some kind of freak!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
No i mamy panie marzec. Luty zleciał strasznie, strasznie szybko, przecież dopiero co skończyły się ferie!

W ten weekend ponownie, po 3 latach stanęłam na nartach i odkryłam że wcale nie zapomniałam jak to się robi. Bardzo dobrze że pamiętam, bo za tydzień wybywam w Alpy, i miałam poważne podejrzenia że wyprawa ta może się dla mnie skończyć przynajmniej złamanymi kończynami. Od wczoraj perspektywy rysują się troszkę lepiej :P

Kerli - "Up up up".



Dobranoc!
01.03.2010 o godz. 22:37
Ach, ileż to ekscytujących rzeczy działo się przez ostatnie dni. Wiadomością numer jeden jest zdecydowanie fakt, że mały Bobcio stracił swoją męskość. Miało to spowodować że przestanie wiecznie sikać na wszystkie kołdry, a my przestaniemy je prać i spać pod śpiworami. Bobcio ma to wszystko w swojej małej, zubożałej o jądra dupie i nadal sika. Zrobił jednak jakiś postęp, bo nie na kołdry a na poszewki i ręczniki.

Wiadomością numer dwa jest posiadanie przeze mnie Emu, które faktycznie są przekochane, ciepłe i najwygodniejsze na świecie (uwierzcie mi, to się czuje po kilku miesiącach chodzenia w podróbkach). Kolor czarny, więc jakoś niespecjalnie mój wymarzony ale nie dość że to był mój rozmiar, ostatnia para to jeszcze na wyprzedaży przecenione z 339 na 199. Jakoś przeboleję te kolor, a za pomocą wiadomości numer trzy niebawem zamówię sobie jakieś z internetu :)

Wiadomością numer trzy jest karta. Po roku próbowania wszystkich wariantów i wściekania się na wszystkie warunki/ kurierów, wreszcie ją mam. Cudowna rzecz.

A z takich rzeczy mniej pozytywnych to wczoraj były 42 urodziny mojego ojca i wybuchło małe zamieszanie w kwestii prezentu. Wzięło się to z tego, że Młodsza Siostrzyczka zapragnęła mu kupić kubek. Poszła za swoją przyjaciółeczką, niejakim Łosionkiem, do sklepu i wybrały całkiem słodziachny kubek w świnki. Kiedy ojciec rozpakowywał prezent, zauważył jednak czujnym okiem że kubek ma na metce swoją nazwę. Niefortunnie nazwa ta brzmiała IZA, czyli tak samo jak imię kobiety konia vel jego konkubiny której dla wyjaśnienia serdecznie nie cierpimy. Natychmiast skojarzył nazwę kubka i świnki jako jakąś aluzje, co jest o tyle śmieszne że nikt wcześniej nie zauważył tej głupiej metki. Dziecko płakało pół wieczoru, a on dzisiaj tłumaczył się że to był żart. Nie jestem tego w stanie osądzić sprawiedliwie, bo całą historię usłyszałam gdzieś w okolicach wielkiego płaczu Młodszej Siostrzyczki, a znam jej skłonność do przesady i ojca skłonność do obrażania się.
Jaki z tego wniosek? Nie wiązać z kobietami które nazywają się jak kubki :)
Mój prezent był o wiele bardziej przemyślany, co oznacza że podczas całej 1,5h godziny angielskiego w czwartek myślałam gdzie by tu wstąpić po drodze do domu i co mu kupić. Skończyło się na zupełnie niespodziewanym wejściu do księgarni (bo pierwotny, obmyślony misternie plan zakładał zestaw migdałów i truskawek w czekoladzie) i kupieniu dwóch książek których wartość na metkach z tyłu wynosi 90 zł, natomiast te z przodu informujące o wyprzedaży odkleiłam ;)
Niech się poczuje winny że dałam mu na urodziny droższy prezent niż on mi :P
Szczerze mówiąc wcale nie chciałam zostawiać tych metek, ale miałam skostniałe palce a to były te o zostawiają kleisty ślad. Zupełnie przypadkiem upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu :)

Ponieważ jak to śpiewała Nelly Furtado, all good things come to an end, i ta notka musi.

Piosenka na dzisiaj - Lady Gaga - "Alejandro".


I know that we are young.
And i know you may love me.
But i just can't be with you like this anymore.
Alejandro.





05.02.2010 o godz. 21:34
"AAAAAAAAAAAAAA!!! Zimno!!!" - takie były moje pierwsze słowa po zejściu z samolotu. Ciężko zamieniać 10 stopni ciepła i wiosnę na -10 i zimę, a to podobno i tak najcieplejszy dzień od 2 tygodni.

W domu też jest zimno, i jedyna sensowna rzecz która mi przychodzi do głowy to wziąć koc, jakąś komedię romantyczną, moje ukochane Milky Way Magic Stars (tak, przywiozłam cały worek!) i starać się jakoś zapomnieć o temperaturze.

To też uczynię.
28.01.2010 o godz. 17:34
Ja po prostu na pół godziny przed wyjazdem nie jestem spakowana, that's all.

Miło spędzonych ferii, tym wszystkim którzy mają je ze mną. Jak nie spóźnimy się na samolot, to to będą jedne z najlepszych w moim życiu.

UK... Ah.

Do zobaczenia ;))
Tagi: londyn
15.01.2010 o godz. 10:25
Właśnie oglądam zdjęcia zimy atakującej świat. Z reguły lubię zimę, ale nie jak chce pokrzyżować mi plany. Jak nie otworzą lotniska London Gatwick w przeciągu 6 dni, to DUPA!

Więcej zdjęć o tutaj. Zamarznięta pomarańcza na Florydzie i unieruchomione autobusy szkolne w Nebrasce są szczególnie... Warte uwagi.

Więc zimo, śniegu, mrozie - kocham was, ale pójdźcie już sobie.
08.01.2010 o godz. 23:12
To straszne jak rzadko tutaj piszę, wiem, wiem. Święta minęły nie mam pojęcia kiedy, i tylko te tony ciasta od babci w kuchni mi przypominają że w ogóle były. Wśród prezentów mało było niespodzianek, które uwielbiam, bo zauważyłam że im starszym się jest, tym więcej osób cię pyta co byś chciał dostać i to kupuje. Zero inwencji, ehh :P
Nie mam pojęcia natomiast jak ocenić przyjęcie prezentów ode mnie. Wiem że Dziadziuś M. był zachwycony, Babcia M. także co do reszty natomiast nie mam absolutnej pewności. Dziwna ta moja rodzina, serio. Bo w ogóle to uważam że jestem w tym układzie pokrzywdzona. Dając 22 prezenty dostaję jakieś 5 :P Wszystko przez to że od np. Cioci, Wujka, Kuzyna, Kuzynki jest jeden, ode mnie dla nich natomiast 4. Ale dobra, to nie jest takie ważne. Najważniejsze żeby się im jednak podobało, wszystkim 22 osobnikom :P

W czwartek sylwester, fajnie będzie.
30.12.2009 o godz. 00:29
Muszę powiedzieć że w Kerli i jej "Walking on air" zakochałam się jakiś rok, może pół temu, kiedy maniakalnie oglądałam pewien włoski kanał muzyczny, wyszperany gdzieś na końcu listy programów. Niedawno przeżyłam całkowity i totalny szok, widząc jej płytę "Love is dead" w Media Markcie.

Aktualnie, od 6 grudnia, jestem jej szczęśliwą posiadaczką, i muszę przyznać że Kerli i jej styl podobają mi się jeszcze bardziej niż przedtem. No bo... Kto by nie pokochał tekstu, (tak bliskiego większości Polaków żyjących za granicą) który leci:I'm from a land called Secret Estonia
Nobody knows where it's at
?
21.12.2009 o godz. 22:05
Nienawidzę znajdywać takich rzeczy, a potem musieć czekać by je zakupić. Straszna rzecz.

Ugg'sy będą w moim zasięgu dopiero w Londynie, w styczniu. Jedyna pociecha jest w tym, że akurat może będzie wyprzedaż.

Muszę jeszcze tylko trochę uzbierać, bo nie wydaje mi się że moja mamusia, chociaż zwykle hojna kupiła mi 3 pary butów po 300 zł każda. Nawet po posezonowych obniżkach to trochę wyjdzie, a strasznie chce oryginalne, żeby można było w nich chodzić także w lecie :P
20090830225127546.jpg
2009083022233931.jpg
20091008151904681.jpg
Tagi: anglia buty ugg
10.12.2009 o godz. 23:16
Przez cały wieczór śmieję się jak głupi do sera, bo jakoś miałam fajny dzień. Do szkoły na 3 lekcje, -5 ze sprawdzianu z historii, szczęśliwy numerek, kółko geograficzne odwołane, więc geo poprawiam za tydzień. Na mikołajki dostałam fajne prezenty + jako bonus prezent Borza, który to co otrzymał już posiada (mam więc prezent na gwiazdkę dla wujka) :P

W dodatku wiem już że na gwiazdkę dostanę cudowną torebkę, którą sobie wybrałam, a dzisiaj na własne oczy zobaczyłam moment jej zakupu xD

A na jutro nie ma nic pilnego do roboty. Dzień idealny!
Tagi: mikołajki
09.12.2009 o godz. 21:54
Muszę powiedzieć że fajnie mieć jest bloga na którym nie odczuwa się potrzeby pisać codziennie, tak jak odczuwałam w zeszłym roku, tylko od czasu do czasu, jak jest temat i wena.

Święty Mikołaj w tym roku był jakiś dziwny. Najpierw przyszedł już w piątek, przyniósł śliczne dwie torebki i tak dalej, ale to był jednak piątek więc nie ta atmosfera. Potem znowu właściwie, jak powinno być, dzisiaj, po przebudzeniu obok łóżka czekała paczka. I jeszcze dzisiaj popołudniu jeszcze trzeci raz, ale za to jakoś dziwnie. Bo z ojcem zawsze jest dziwnie.
No więc ogólnie super, tylko że nie we właściwy dzień i bez śniegu, więc tak nie Mikołajowo. :P

W sobotę przez półtorej wyszło tak, że rozdawałam ulotki. Tak, ludzie są chamscy i wredni. Z małymi, stanowiącymi około 10% wyjątkami.
06.12.2009 o godz. 22:40
Jestem bardzo kaszlącą osobą, tak mniej więcej od 3 dni i delikatnie mówiąc mam tego dość. W dodatku nie chce mi się robić prezentacji na video-konferencje, prezentacji która musi być gotowa na wtorek (najpóźniej na piątek), mój pies dziwnie się zachowuje, a na obiad było za mało pizzy. Podsumowując, dzisiejszy dzień można spisać na straty. Snuję się po mieszkaniu nawiedzana przez dzikie ataki kaszlu, i nie mam za bardzo pomysłu co ze sobą zrobić, chociaż do roboty mam aż za dużo. Jedyna rzecz którą dzisiaj udało mi się skończyć, to pisanie kartek w ramach postcrossinga (znowu mi na to wróciła ochota).

Me gustas tu! Kocham tą piosenkę ;)
23.11.2009 o godz. 00:02
Kolejny tydzień, kolejne zawały na sali kinowej. Chyba naprawdę lubię się dręczyć!
paranormal_activity26101.jpg
21.11.2009 o godz. 00:06
Horrory są straszne i złe, a Borzo poczuł to na własnej ręce podczas "Rec 2". No ale kto jej kazał wyciągać mnie do kina? ;]
7296142.3.jpg
Tagi: horror rec 2
16.11.2009 o godz. 21:44
Płytę Shakiry mam od jakiegoś miesiąca, tak stała na półce i stała aż w końcu zlitowałam się nad nią i nową Nelly Furtado, której słuchałam od tego właśnie miesiąca nieprzerwanie (kupiłam je w ten sam dzień) w końcu zmieniłam na coś innnego. No i muszę przyznać że "She wolf w porównaniu z "Mi plan" wypada nie tak źle jak się spodziewałam, a nawet wpadła mi w ucho jedna piosenka ;) Nie zmienia to jednak faktu, że nowa płyta Nelly to najlepsze CD jakiego kiedykolwiek słuchałam. Wreszcie nagrała coś w jej starym stylu ;P

Shakira - "Gypsy" :)


W sekcji użytkownika, jako pierwszą rzecz mam petycję nt. zmian klimatu. Wpisujcie się, to zajmie tylko chwilę :)
13.11.2009 o godz. 21:03
11 listopada to najlepsze co mogło mi się przydarzyć. Cudowna, wolna środa (bez chemii). Ach, jak przyjemnie!

Po Targach książki mam już połowę prezentów gwiazdkowych. W sumie jestem z nich niesamowicie zadowolona. Z roku na rok są coraz lepsze ;)
Jeszcze tylko dokupić drugą połowę (na którą mam już pomysły) i będzie idealnie. Strasznie mnie cieszy to wyszukiwanie, wybieranie, kupowanie, zbieranie, dawanie prezentów. Takie moje małe hobby :P

Dzisiaj wtorek, co miało oznaczać; angielski, spotkanie z Sobczusiem, przyjście Rodziciela. Żadne z powyższych się nie odbyło - lektor chory, Sobczuś leży z grypą a Rodziciel wrócił z Indonezji i twierdzi że leży w łóżku z poparzeniem słonecznym. Hm, no dobra.

Oglądnę do końca "CSI" i idę spać. Jakoś wyjątkowo padnięta dzisiaj jestem :(
Tagi: blabla
10.11.2009 o godz. 23:20
Niedziela jest moim drugim pod względem kolejności najmniej ulubionym dniem tygodnia. Na liście jest zaraz po środzie. No bo niedziela to wyjątkowo podły dzień. Z jednej strony daje człowiekowi poczucie że jeszcze wolne, luz, spoko i Maroko a z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowy zaczyna się pojawiać i coraz bardziej przypominać o sobie myśl że jutro już poniedziałek, fizyka, historia, technika i matematyka.

Na ostatni konkurs fotograficzny, którego tytuł brzmiał "Chwila" a zdjęcia miały opisywać zjawiska przyrodnicze i społeczne, oddałam dosyć fajne fotki, jeśli tylko mi je uznają ;) Mam taką nadzieję, bowiem moje zdjęcia przedstawiają kanapkę w 3 fazach. Nadgryziona, w połowie zjedzona i totalnie zjedzona, czyli talerz w okruszkami. A to, że ktoś zawsze zje ci kanapkę kiedy zostawisz ją na chwilę na widoku jest zjawiskiem wyjątkowo społecznym :P

Niedługo jedziemy z klasą do Oświęcimia. To w sumie dziwne że nie byłam tam wcześniej, bo moja babcia mieszka kilka kilometrów od. Nie jestem tylko pewna czy chcę zwiedzać Auschwitz właśnie z moją klasą, bo wiele jest tam osób które... Nie wiem czy można je uznać za zbyt dojrzałe, na tyle dojrzałe żeby doceniły powagę sytuacji.

Nelly Furtado & Alejandro Fernandez - "Suenos".


25.10.2009 o godz. 21:33
Młodsza Siostrzyczka powiedziała mi dzisiaj ciekawą rzecz - podobno jak podoba mi się jakaś piosenka to ruszam nogą do rytmu. Dzisiaj coś leciało, i wiedziała że to lubię, więc zwróciła mi uwagę że nie ruszam nogą. Stwierdziłam że jej odbiło po czym... zupełnie nieświadomie zaczęłam ruszać nogą ;P

Hyh, dni jakoś lecą i lecą i zrobił się prawie listopad, jest zimno, pada śnieg i w ogóle no... Ostatnio słuchałam "Best Christmas Ever" co jest niewątpliwym wyznacznikiem nadejścia zimy (bo zawsze z jej początkiem dopada mnie świąteczny nastrój - potem opuszcza i wraca idealnie w połowie grudnia).

Szkoła idealnie daje w kość. Borzo tak samo, no i to wszystko do dupy ale jutro wbrew wszystkiemu może być fajny dzień :)
19.10.2009 o godz. 23:39
Jakieś pół godziny temu gnębiła mnie szalona wena, w stylu takiej weny na wypracowania, projekty, opracowania, zdjęcia i różne rzeczy które robi się na dodatkowe oceny do szkoły i projektów. Niestety takich rzeczy nie było, i moja wena przeminęła. Zmarnowała się biedna, boje się że teraz się na mnie obrazi i długo nie wróci, a przecież niedługo zaczną się kolejne LOOR-owe rzeczy więc jej dosyć tak będę potrzebować.

Kiedyś pisałam że nie podoba mi się piosenka nowa Nelly Furtado - "Manos al aire". Zmieniam zdanie na to, że nie podoba mi się tylko teledysk - Nelly jadąca na traktorze i wyrzucająca za siebie różne rzeczy. Sama piosenka jest idealnie w klimacie płyty "Mi plan", która jest cudowna i wspaniała i słucham ją cały dzień. Te spokojne, nastrojowe piosenki wprawiły mnie aż w jakiś dziwny nastrój świąteczny ;)

W tym roku Targi Książki w Krakowie wypadają jakoś tragicznie głupio, bo dopiero 5 listopada się zaczynają więc musiałam zacząć zbierać prezenty gwiazdkowe wcześniej. Nawet moja rodzona matka mówi że to dziwne i nienormalne, ale to jest mój genialny sposób na zadowolenie wszystkich :P
Kiedy zaczynam kupować prezenty na 3 miesiące przed świętami to; mam z tego powodu mnóstwo uciechy trzy miesiące dłużej, mogę się rozglądać i rozglądać za idealnymi rzeczami, i co najważniejsze - mogę wydać kilka razy więcej niż to 150 zł które dostałabym do ręki gdybym robiła zakupy na raz 23 grudnia dzięki czemu prezenty są fajniejsze i ciekawsze, bo ciężko, naprawdę ciężko (próbowałam w 5 klasie, Ciocia Kasia dostała wtedy zestaw kryształowych miseczek, najpaskudniejszego paskudztwa na świecie, na wagę za 6 złotych a kuzyn rogi renifera które połamały się chwile po rozpakowaniu) obdarować 20 osób za 150 zł. Nie chodzi też o to żeby kupować jakieś super-wypasione prezenty, bo wartość jednego jeszcze nigdy nie przekroczyła 50 zł, ale żeby uśmiech na twarzy po rozpakowaniu był prawdziwy nie udawany ;)
Tak więc, podsumowując - jutro na religii zrobię sobie listę osób do obdarowania, jak co roku - aby o nikim nie zapomnieć. Dwa prezenty już posiadam: najlepsza część "American Pie" - wesele na DVD dla mojego kuzyna (niech się uczy :P) i płyty Celine Dion w ślicznym pudełeczku, całość pod tytułem "These are special times" (w środku również kilka kolend) dla babci.
Największy problem, jak co roku, zapewne będę miała z mamą. Dwa lata temu dałam jej książkę Beaty Pawlikowskiej z dedykacją od autorki (Targi Książki), nawet nie przeglądnęła, to samo z Bryndalem rok temu. Zobaczymy, może w tym roku pójdzie mi lepiej :P

Prawie pewne są ferie w Londynie, co jest kolejną cudowną rzeczą. Cudowności trochę psuje fakt że z ukochaną siostrzyczką i mamusią, ale trzeba przeżyć ;) W sumie myślę że może być całkiem fajnie, a że siostra Borza na razie w UK zostaje, nie jest powiedziane że kiedyś nie pojedziemy tam tylko we dwie.

Bardzo chciałam na koniec pozdrowić pewną panią z pewnej Góry, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jaka to Góra była. Więc pozdrawiam panią która mieszka albo w Zielonej, albo w Jastrzębiej, albo w Jeleniej, albo na Jasnej Górze. Bo naprawdę nie pamiętam ;d
12.10.2009 o godz. 17:18

Ygh

Dzisiaj leże i tak mniej więcej zdycham. Ogólnie to zwykle fajnie jest chorować u mnie w domu. Chory jest chwilowo Panem, spełniane są jego wszystkie zachcianki, dostaje mega-zapas biszkoptów i sucharek a wszyscy domownicy wokół niego skaczą. Zabawa może i jest przy jakimś przeziębieniu czy trzydniówce ale nie przy grypie jelitowej (ew. żołądkowej, kwestia sporna). Więcej nie dodam.

Tagi: .
08.10.2009 o godz. 23:09
Mały biały kot rośnie sobie, w zastraszającym tempie. To już nie ta kochana kuleczka którą przywiozłyśmy do domu miesiąc temu!
bbb.jpg
Tagi: kot
01.10.2009 o godz. 16:59
Charlotte
I see you lookin' at me...
Skąd: Dissection room!
O mnie: Ghostbuster.
statystyki
sekcja użytkownika






free counters



Image Hosted by ImageShack.us


PUBLICONS.PL


GG
GG: 7356478