I see you lookin' at me...

...like I'm some kind of freak!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
W sumie, to nic się nie zmieniło!


Poza tym że tutaj już nikogo nie ma, co nie?
Tagi: nanana
10.02.2012 o godz. 02:24


Oglądać i zachwycać się.
24.02.2011 o godz. 20:25

Bu!

"Sometimes the things you want the most don't happen and what you least expect happens. I don't know - you meet thousands of people and none of them really touch you. And then you meet that one person and your life is changed. "


ano, fajny film :)
21.02.2011 o godz. 14:48
Hahaha, nie wiem co się ze mną dzieje. Devin Townsend??? WTF.
To totalnie, totalnie nie ja.

25.07.2010 o godz. 11:50
Kocham wakacje. Można spać do 3, nie ruszać się z domu jak się nie chce, całymi dniami robić nic, i w ogóle same cudowności!
Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak.
Poza tym, to od dzisiaj nie mam już ojca. Nie, lol, nie jestem smutna, czemu wszyscy tak myślą? Po tym wszystkim co powiedział, czuje się jakbym straciła jakiś strasznie wielki problem. Ten człowiek jest... Wstrętny. Tzn nie. Już go nie ma. Koniec wstrętnego człowieka w moim życiu.

Za dwa dni przyjeżdżają Mante i Dovile, i będzie fajnie, tzn, mam nadzieje że będzie. A za rok do nich na Litwę? Czemu nie ;D

Something, you got something I can't resist!

23.07.2010 o godz. 01:25
Dnia 6 lipca 2010 roku po raz ostatni moja London Day Travelcard była for child.


Dnia 7 lipca 2010 roku skończyłam 16 lat. Yaybday!
Tagi: ...
07.07.2010 o godz. 23:48
Więc, kochamsouthwestengland <3

Jutro Londyn. Londyn też kocham ;P
fhfh.jpg
06.07.2010 o godz. 01:14
Jakkolwiek surrealistycznie by to nie brzmiało, zakończyłam edukację podstawową, co w praktyce oznacza że nie mam odpowiednich kwalifikacji nawet na konserwatora powierzchni płaskich.
Jak się z tym czuję? Śmieszyło mnie jak wszyscy ryczeli dzisiaj. Ludzie z którymi na co dzień nawet nie rozmawiałam, rzucający się w ramiona w płaczem? Fałsz do potęgi ntej, jak zawsze w ich przypadku. Generalnie to droga zdecydowana większości mojej byłej klasy, nie, nie będę za wami tęsknić.
Natomiast jeśli chodzi o mniejszość, to no... Ojeeeej :(
Nie pozwolimy sobie na czucie się niezręcznie w swoim towarzystwie, never ever.

No, ale ogólnie dzisiejszy dzień był super, oprócz tego że jak wróciłam do domu to przypadkiem zasnęłam i obudziłam się przed 12. Hm, wygląda na to że dzisiaj w nocy spać nie będę.

Za 2 dni do Anglii. Hm. Woohoo?

Nie będzie "do jutra", nie będzie już więcej :(((

Dziaaaabki!
26.06.2010 o godz. 03:07
Zabawna rzecz, zauważyłam że ostatnio piszę tutaj głownie jak gdzieś wyjeżdżam albo skądś wracam.
No i właśnie zgodnie z tą zasadą, w piątek wróciłam z Niemiec.
Było fajnie. Nie tak fajnie jak w Turcji, ale naprawdę fajnie.

O mój boże, o mój boże, on kolcami strzelać może!!!


Fotki jak mi się będzie trochę nudziło (:

Koniec projektu. Smutaśno!




13.06.2010 o godz. 20:13
No więc, na naszej 3 dniowej "zielonej szkole", oprócz tego że zachorowałam tam na anginę (z którą ciągle siedzę w domu) i miejscami umierałam, to było super, ekstra. Dziwne, nie spodziewałam się że kiedykolwiek powiem coś takiego o zielonej szkole z moją obecną klasą, a tu proszę. Może to brak pewnych mega-irytujących osobników, może to że to nasza ostatnia wycieczka, może to że wreszcie byłam w pokoju z kim chciałam, nie wiem co to, generalnie było bardzo kul :)

A już jakoś w czerwcu do Niemiec, tam też ma być tak bardzo kul, i będzie, z pewnością.
15.05.2010 o godz. 13:45
Nie będę pisać o tym jak znikoma okazała się moja wiedza na temat radioaktywnych biedronek i koksu w Polsce. Skoro już nic nie można zrobić, bo cofania czasu jeszcze nie opanowałam, to po co się niepotrzebnie denerwować? Teraz co ma być to będzie :)

W długi weekend burzowo. No i fajnie, w końcu lubimy moknąć! A już za 10 dni do Warszawy, no i zobaczymy jak tam będzie. Może, dla odmiany po dwóch beznadziejnych zielonych szkołach, będzie fajnie? Za miesiąc do Niemiec, i tam to już musi być super ;)

See ya!
30.04.2010 o godz. 23:34
Następne dwa dni, wtorek i środa, 27 i 28 kwietnia roku pańskiego 2010 przerażają mnie jak nic. Nie bałam się egzaminów w podstawówce, nie boje się matury, bo oprócz matematyki jest spoko, tymczasem tutaj... Może przedstawię to w postaci łańcucha przyczynowo skutkowego: źle napisany egzamin gimnazjalny -> kiepskie liceum -> źle napisana matura -> brak studiów/studia prywatne -> praca w Tesco -> mieszkanie z mamą do końca życia. Tak, to właśnie mnie czeka jeśli jutro i pojutrze nie zdobędę przynajmniej 90 punktów, a ze stopnia w jakim mój mózg świruje wnioskuje że może nie być tak łatwo.
Tagi: freakin out
26.04.2010 o godz. 17:09
Sobotnie niespodziewane porządki w pokoju zaowocowały znalezieniem kabelka od aparatu, co konkretnie oznacza że może dzięki temu, cudownemu i niewidzianemu od kilku miesięcy urządzeniu, może wkrótce wrzucę tutaj zdjęcia z Londynu. A tak przede wszystkim to je w ogóle przejrzę i zgram, bo nawet nie do końca wiem co tam jest :)

Niedługo Wielkanoc... Tak jak zdecydowaną większość polaków, święta te w ogóle mnie nie ruszają (w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia). Ot, 6 dni wolne od szkoły i fajna zabawa w Lany Poniedziałek. Nie wiem jak z tą zabawą w tym roku będzie, bo jutro dowiem się czy możemy jechać do babci (czyli czy ojciec zabiera nas czy swoją nową rodzinę [niejaką Kobietę Koń i jej dzieci, chociaż ciężko nazywać 20 i 30 letnie osoby dziećmi]).
Na Boże Narodzenie tam byli, co mi akurat przeszkadzało tylko dlatego że potem to że tam byli jakoś się czuło, i ta jakby ukryta pretensja że przez nas musieli wyjechać, bo ogólnie tamte święta spędzamy z mamą i jej stroną rodziny - są dla nas ważniejsi, a dopiero w II dzień przyjeżdżamy do Chrzanowa. W każdym razie, na Boże Narodzenie byli ale
Wielkanoc zawsze spędzałyśmy w Chrzanowie i było fajnie.

Jeśli ojciec wybierze ich (chociaż oczywiście przedstawi to w inny sposób, mówiąc że możemy jechać ALE..., dobrze wiedząc że nie chcę oglądać tych ludzi, ani mieć z nimi nic wspólnego) to myślę że nasze stosunki trochę się zmienią.

Przechodząc do przyjemniejszych tematów, to, jak policzyłam najbliższa fizyka jest dopiero za 12 dni. Żyć nie umierać ;)
29.03.2010 o godz. 16:52
Trochę przysypiając na siedząco po tym naprawdę obfitującym w wydarzenia dniu przypomniałam sobie że miałam tutaj przecież wstawić zdjęcia. Tak, naprawdę byłam above the clouds! I było niesamowicie.

Jakość iPhone'owa :(
21.03.2010 o godz. 00:41
Wróciłam. Właściwie to w nocy z niedzieli na poniedziałek, ale kto by tam się wgłębiał w szczegóły? Spalona, z białym śladem od okularów i bardzo szczęśliwa :)

Jak było... Cudownie, świetnie, genialnie, idealnie - jednym słowem super. Pierwszego dnia co prawda wszystko wyglądało strasznie - Lufthansa zgubiła moje nowe narty i trzeba było wypożyczyć inne (ciągle ich nie znaleźli, ale ja wiedziałam że coś takiego się zdarzy - to był mój 13 lot), w pokoju w którym mieszkałam z wujkiem było łóżko małżeńskie (a pewien włoski, łysy idiota o imieniu Mauricio nie umiał powiedzieć że to dwa łóżka i że możemy sami je rozsunąć), a wypożyczone narty w ogóle nie chciały mnie słuchać i drwiąco rozjeżdżały się w każdą możliwą stronę oprócz tej w którą chciałam aby jechały. Potem natomiast, kiedy do nart się przyzwyczaiłam, łóżka rozsunięto (w portierni pojawił się ktoś kto mówił po angielsku) i ogarnął mnie w miarę pozytywny nastrój było już super.

W ostatni dzień w ogóle nie miałam ochoty wyjeżdżać. No bo kto by chciał opuszczać raj?

W samolocie z Monachium (bo z Turynu lecieliśmy przez Monachium) spotkała nas natomiast całkiem przyjemna niespodzianka. Okazało się że lot odbywamy z kardynałem Macharskim, Adamem Małyszem i całą drużyną polskich skoczków narciarskich. Przyjemna niespodzianka polegała na tym że gdyby samolot się rozbił, to z pewnością ogłoszono by żałobę narodową ;)

Tak z innej trochę beczki to ten rok zapowiada się super pod względem wyjazdów. Był już Londyn, teraz Włochy, szykują się Niemcy w czerwcu, Anglia w Lipcu, Irlandia w sierpniu i jeszcze gdzieś pomiędzy Anglią i Irlandią mała objazdówka po Europie; kierunek Bułgaria lub Francja.
Wiem, wiem, plany zawsze prezentują się fajnie, ale te wyglądają wyjątkowo realnie. Świetnie by było gdyby się w całości zrealizowały :P

A w ogóle to dzisiaj był niesamowicie pozytywny dzień, ale o tym to już może innym razem, albo jak wszystko co dzisiaj z Borzem wymyśliłyśmy stanie się faktem :)
16.03.2010 o godz. 23:37
No i mamy panie marzec. Luty zleciał strasznie, strasznie szybko, przecież dopiero co skończyły się ferie!

W ten weekend ponownie, po 3 latach stanęłam na nartach i odkryłam że wcale nie zapomniałam jak to się robi. Bardzo dobrze że pamiętam, bo za tydzień wybywam w Alpy, i miałam poważne podejrzenia że wyprawa ta może się dla mnie skończyć przynajmniej złamanymi kończynami. Od wczoraj perspektywy rysują się troszkę lepiej :P

Kerli - "Up up up".



Dobranoc!
01.03.2010 o godz. 22:37
Ach, ileż to ekscytujących rzeczy działo się przez ostatnie dni. Wiadomością numer jeden jest zdecydowanie fakt, że mały Bobcio stracił swoją męskość. Miało to spowodować że przestanie wiecznie sikać na wszystkie kołdry, a my przestaniemy je prać i spać pod śpiworami. Bobcio ma to wszystko w swojej małej, zubożałej o jądra dupie i nadal sika. Zrobił jednak jakiś postęp, bo nie na kołdry a na poszewki i ręczniki.

Wiadomością numer dwa jest posiadanie przeze mnie Emu, które faktycznie są przekochane, ciepłe i najwygodniejsze na świecie (uwierzcie mi, to się czuje po kilku miesiącach chodzenia w podróbkach). Kolor czarny, więc jakoś niespecjalnie mój wymarzony ale nie dość że to był mój rozmiar, ostatnia para to jeszcze na wyprzedaży przecenione z 339 na 199. Jakoś przeboleję te kolor, a za pomocą wiadomości numer trzy niebawem zamówię sobie jakieś z internetu :)

Wiadomością numer trzy jest karta. Po roku próbowania wszystkich wariantów i wściekania się na wszystkie warunki/ kurierów, wreszcie ją mam. Cudowna rzecz.

A z takich rzeczy mniej pozytywnych to wczoraj były 42 urodziny mojego ojca i wybuchło małe zamieszanie w kwestii prezentu. Wzięło się to z tego, że Młodsza Siostrzyczka zapragnęła mu kupić kubek. Poszła za swoją przyjaciółeczką, niejakim Łosionkiem, do sklepu i wybrały całkiem słodziachny kubek w świnki. Kiedy ojciec rozpakowywał prezent, zauważył jednak czujnym okiem że kubek ma na metce swoją nazwę. Niefortunnie nazwa ta brzmiała IZA, czyli tak samo jak imię kobiety konia vel jego konkubiny której dla wyjaśnienia serdecznie nie cierpimy. Natychmiast skojarzył nazwę kubka i świnki jako jakąś aluzje, co jest o tyle śmieszne że nikt wcześniej nie zauważył tej głupiej metki. Dziecko płakało pół wieczoru, a on dzisiaj tłumaczył się że to był żart. Nie jestem tego w stanie osądzić sprawiedliwie, bo całą historię usłyszałam gdzieś w okolicach wielkiego płaczu Młodszej Siostrzyczki, a znam jej skłonność do przesady i ojca skłonność do obrażania się.
Jaki z tego wniosek? Nie wiązać z kobietami które nazywają się jak kubki :)
Mój prezent był o wiele bardziej przemyślany, co oznacza że podczas całej 1,5h godziny angielskiego w czwartek myślałam gdzie by tu wstąpić po drodze do domu i co mu kupić. Skończyło się na zupełnie niespodziewanym wejściu do księgarni (bo pierwotny, obmyślony misternie plan zakładał zestaw migdałów i truskawek w czekoladzie) i kupieniu dwóch książek których wartość na metkach z tyłu wynosi 90 zł, natomiast te z przodu informujące o wyprzedaży odkleiłam ;)
Niech się poczuje winny że dałam mu na urodziny droższy prezent niż on mi :P
Szczerze mówiąc wcale nie chciałam zostawiać tych metek, ale miałam skostniałe palce a to były te o zostawiają kleisty ślad. Zupełnie przypadkiem upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu :)

Ponieważ jak to śpiewała Nelly Furtado, all good things come to an end, i ta notka musi.

Piosenka na dzisiaj - Lady Gaga - "Alejandro".


I know that we are young.
And i know you may love me.
But i just can't be with you like this anymore.
Alejandro.





05.02.2010 o godz. 21:34
"AAAAAAAAAAAAAA!!! Zimno!!!" - takie były moje pierwsze słowa po zejściu z samolotu. Ciężko zamieniać 10 stopni ciepła i wiosnę na -10 i zimę, a to podobno i tak najcieplejszy dzień od 2 tygodni.

W domu też jest zimno, i jedyna sensowna rzecz która mi przychodzi do głowy to wziąć koc, jakąś komedię romantyczną, moje ukochane Milky Way Magic Stars (tak, przywiozłam cały worek!) i starać się jakoś zapomnieć o temperaturze.

To też uczynię.
28.01.2010 o godz. 17:34
Ja po prostu na pół godziny przed wyjazdem nie jestem spakowana, that's all.

Miło spędzonych ferii, tym wszystkim którzy mają je ze mną. Jak nie spóźnimy się na samolot, to to będą jedne z najlepszych w moim życiu.

UK... Ah.

Do zobaczenia ;))
Tagi: londyn
15.01.2010 o godz. 10:25
Charlotte
I see you lookin' at me...
Skąd: Dissection room!
O mnie: Ghostbuster.
statystyki
sekcja użytkownika






free counters



Image Hosted by ImageShack.us


PUBLICONS.PL


GG
GG: 7356478