I see you lookin' at me...

...like I'm some kind of freak!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Właśnie oglądam zdjęcia zimy atakującej świat. Z reguły lubię zimę, ale nie jak chce pokrzyżować mi plany. Jak nie otworzą lotniska London Gatwick w przeciągu 6 dni, to DUPA!

Więcej zdjęć o tutaj. Zamarznięta pomarańcza na Florydzie i unieruchomione autobusy szkolne w Nebrasce są szczególnie... Warte uwagi.

Więc zimo, śniegu, mrozie - kocham was, ale pójdźcie już sobie.
08.01.2010 o godz. 23:12
To straszne jak rzadko tutaj piszę, wiem, wiem. Święta minęły nie mam pojęcia kiedy, i tylko te tony ciasta od babci w kuchni mi przypominają że w ogóle były. Wśród prezentów mało było niespodzianek, które uwielbiam, bo zauważyłam że im starszym się jest, tym więcej osób cię pyta co byś chciał dostać i to kupuje. Zero inwencji, ehh :P
Nie mam pojęcia natomiast jak ocenić przyjęcie prezentów ode mnie. Wiem że Dziadziuś M. był zachwycony, Babcia M. także co do reszty natomiast nie mam absolutnej pewności. Dziwna ta moja rodzina, serio. Bo w ogóle to uważam że jestem w tym układzie pokrzywdzona. Dając 22 prezenty dostaję jakieś 5 :P Wszystko przez to że od np. Cioci, Wujka, Kuzyna, Kuzynki jest jeden, ode mnie dla nich natomiast 4. Ale dobra, to nie jest takie ważne. Najważniejsze żeby się im jednak podobało, wszystkim 22 osobnikom :P

W czwartek sylwester, fajnie będzie.
30.12.2009 o godz. 00:29
Muszę powiedzieć że w Kerli i jej "Walking on air" zakochałam się jakiś rok, może pół temu, kiedy maniakalnie oglądałam pewien włoski kanał muzyczny, wyszperany gdzieś na końcu listy programów. Niedawno przeżyłam całkowity i totalny szok, widząc jej płytę "Love is dead" w Media Markcie.

Aktualnie, od 6 grudnia, jestem jej szczęśliwą posiadaczką, i muszę przyznać że Kerli i jej styl podobają mi się jeszcze bardziej niż przedtem. No bo... Kto by nie pokochał tekstu, (tak bliskiego większości Polaków żyjących za granicą) który leci:I'm from a land called Secret Estonia
Nobody knows where it's at
?
21.12.2009 o godz. 22:05
Nienawidzę znajdywać takich rzeczy, a potem musieć czekać by je zakupić. Straszna rzecz.

Ugg'sy będą w moim zasięgu dopiero w Londynie, w styczniu. Jedyna pociecha jest w tym, że akurat może będzie wyprzedaż.

Muszę jeszcze tylko trochę uzbierać, bo nie wydaje mi się że moja mamusia, chociaż zwykle hojna kupiła mi 3 pary butów po 300 zł każda. Nawet po posezonowych obniżkach to trochę wyjdzie, a strasznie chce oryginalne, żeby można było w nich chodzić także w lecie :P
20090830225127546.jpg
2009083022233931.jpg
20091008151904681.jpg
Tagi: anglia buty ugg
10.12.2009 o godz. 23:16
Przez cały wieczór śmieję się jak głupi do sera, bo jakoś miałam fajny dzień. Do szkoły na 3 lekcje, -5 ze sprawdzianu z historii, szczęśliwy numerek, kółko geograficzne odwołane, więc geo poprawiam za tydzień. Na mikołajki dostałam fajne prezenty + jako bonus prezent Borza, który to co otrzymał już posiada (mam więc prezent na gwiazdkę dla wujka) :P

W dodatku wiem już że na gwiazdkę dostanę cudowną torebkę, którą sobie wybrałam, a dzisiaj na własne oczy zobaczyłam moment jej zakupu xD

A na jutro nie ma nic pilnego do roboty. Dzień idealny!
Tagi: mikołajki
09.12.2009 o godz. 21:54
Muszę powiedzieć że fajnie mieć jest bloga na którym nie odczuwa się potrzeby pisać codziennie, tak jak odczuwałam w zeszłym roku, tylko od czasu do czasu, jak jest temat i wena.

Święty Mikołaj w tym roku był jakiś dziwny. Najpierw przyszedł już w piątek, przyniósł śliczne dwie torebki i tak dalej, ale to był jednak piątek więc nie ta atmosfera. Potem znowu właściwie, jak powinno być, dzisiaj, po przebudzeniu obok łóżka czekała paczka. I jeszcze dzisiaj popołudniu jeszcze trzeci raz, ale za to jakoś dziwnie. Bo z ojcem zawsze jest dziwnie.
No więc ogólnie super, tylko że nie we właściwy dzień i bez śniegu, więc tak nie Mikołajowo. :P

W sobotę przez półtorej wyszło tak, że rozdawałam ulotki. Tak, ludzie są chamscy i wredni. Z małymi, stanowiącymi około 10% wyjątkami.
06.12.2009 o godz. 22:40
Jestem bardzo kaszlącą osobą, tak mniej więcej od 3 dni i delikatnie mówiąc mam tego dość. W dodatku nie chce mi się robić prezentacji na video-konferencje, prezentacji która musi być gotowa na wtorek (najpóźniej na piątek), mój pies dziwnie się zachowuje, a na obiad było za mało pizzy. Podsumowując, dzisiejszy dzień można spisać na straty. Snuję się po mieszkaniu nawiedzana przez dzikie ataki kaszlu, i nie mam za bardzo pomysłu co ze sobą zrobić, chociaż do roboty mam aż za dużo. Jedyna rzecz którą dzisiaj udało mi się skończyć, to pisanie kartek w ramach postcrossinga (znowu mi na to wróciła ochota).

Me gustas tu! Kocham tą piosenkę ;)
23.11.2009 o godz. 00:02
Kolejny tydzień, kolejne zawały na sali kinowej. Chyba naprawdę lubię się dręczyć!
paranormal_activity26101.jpg
21.11.2009 o godz. 00:06
Horrory są straszne i złe, a Borzo poczuł to na własnej ręce podczas "Rec 2". No ale kto jej kazał wyciągać mnie do kina? ;]
7296142.3.jpg
Tagi: horror rec 2
16.11.2009 o godz. 21:44
Płytę Shakiry mam od jakiegoś miesiąca, tak stała na półce i stała aż w końcu zlitowałam się nad nią i nową Nelly Furtado, której słuchałam od tego właśnie miesiąca nieprzerwanie (kupiłam je w ten sam dzień) w końcu zmieniłam na coś innnego. No i muszę przyznać że "She wolf w porównaniu z "Mi plan" wypada nie tak źle jak się spodziewałam, a nawet wpadła mi w ucho jedna piosenka ;) Nie zmienia to jednak faktu, że nowa płyta Nelly to najlepsze CD jakiego kiedykolwiek słuchałam. Wreszcie nagrała coś w jej starym stylu ;P

Shakira - "Gypsy" :)


W sekcji użytkownika, jako pierwszą rzecz mam petycję nt. zmian klimatu. Wpisujcie się, to zajmie tylko chwilę :)
13.11.2009 o godz. 21:03
11 listopada to najlepsze co mogło mi się przydarzyć. Cudowna, wolna środa (bez chemii). Ach, jak przyjemnie!

Po Targach książki mam już połowę prezentów gwiazdkowych. W sumie jestem z nich niesamowicie zadowolona. Z roku na rok są coraz lepsze ;)
Jeszcze tylko dokupić drugą połowę (na którą mam już pomysły) i będzie idealnie. Strasznie mnie cieszy to wyszukiwanie, wybieranie, kupowanie, zbieranie, dawanie prezentów. Takie moje małe hobby :P

Dzisiaj wtorek, co miało oznaczać; angielski, spotkanie z Sobczusiem, przyjście Rodziciela. Żadne z powyższych się nie odbyło - lektor chory, Sobczuś leży z grypą a Rodziciel wrócił z Indonezji i twierdzi że leży w łóżku z poparzeniem słonecznym. Hm, no dobra.

Oglądnę do końca "CSI" i idę spać. Jakoś wyjątkowo padnięta dzisiaj jestem :(
Tagi: blabla
10.11.2009 o godz. 23:20
Niedziela jest moim drugim pod względem kolejności najmniej ulubionym dniem tygodnia. Na liście jest zaraz po środzie. No bo niedziela to wyjątkowo podły dzień. Z jednej strony daje człowiekowi poczucie że jeszcze wolne, luz, spoko i Maroko a z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowy zaczyna się pojawiać i coraz bardziej przypominać o sobie myśl że jutro już poniedziałek, fizyka, historia, technika i matematyka.

Na ostatni konkurs fotograficzny, którego tytuł brzmiał "Chwila" a zdjęcia miały opisywać zjawiska przyrodnicze i społeczne, oddałam dosyć fajne fotki, jeśli tylko mi je uznają ;) Mam taką nadzieję, bowiem moje zdjęcia przedstawiają kanapkę w 3 fazach. Nadgryziona, w połowie zjedzona i totalnie zjedzona, czyli talerz w okruszkami. A to, że ktoś zawsze zje ci kanapkę kiedy zostawisz ją na chwilę na widoku jest zjawiskiem wyjątkowo społecznym :P

Niedługo jedziemy z klasą do Oświęcimia. To w sumie dziwne że nie byłam tam wcześniej, bo moja babcia mieszka kilka kilometrów od. Nie jestem tylko pewna czy chcę zwiedzać Auschwitz właśnie z moją klasą, bo wiele jest tam osób które... Nie wiem czy można je uznać za zbyt dojrzałe, na tyle dojrzałe żeby doceniły powagę sytuacji.

Nelly Furtado & Alejandro Fernandez - "Suenos".


25.10.2009 o godz. 21:33
Młodsza Siostrzyczka powiedziała mi dzisiaj ciekawą rzecz - podobno jak podoba mi się jakaś piosenka to ruszam nogą do rytmu. Dzisiaj coś leciało, i wiedziała że to lubię, więc zwróciła mi uwagę że nie ruszam nogą. Stwierdziłam że jej odbiło po czym... zupełnie nieświadomie zaczęłam ruszać nogą ;P

Hyh, dni jakoś lecą i lecą i zrobił się prawie listopad, jest zimno, pada śnieg i w ogóle no... Ostatnio słuchałam "Best Christmas Ever" co jest niewątpliwym wyznacznikiem nadejścia zimy (bo zawsze z jej początkiem dopada mnie świąteczny nastrój - potem opuszcza i wraca idealnie w połowie grudnia).

Szkoła idealnie daje w kość. Borzo tak samo, no i to wszystko do dupy ale jutro wbrew wszystkiemu może być fajny dzień :)
19.10.2009 o godz. 23:39
Jakieś pół godziny temu gnębiła mnie szalona wena, w stylu takiej weny na wypracowania, projekty, opracowania, zdjęcia i różne rzeczy które robi się na dodatkowe oceny do szkoły i projektów. Niestety takich rzeczy nie było, i moja wena przeminęła. Zmarnowała się biedna, boje się że teraz się na mnie obrazi i długo nie wróci, a przecież niedługo zaczną się kolejne LOOR-owe rzeczy więc jej dosyć tak będę potrzebować.

Kiedyś pisałam że nie podoba mi się piosenka nowa Nelly Furtado - "Manos al aire". Zmieniam zdanie na to, że nie podoba mi się tylko teledysk - Nelly jadąca na traktorze i wyrzucająca za siebie różne rzeczy. Sama piosenka jest idealnie w klimacie płyty "Mi plan", która jest cudowna i wspaniała i słucham ją cały dzień. Te spokojne, nastrojowe piosenki wprawiły mnie aż w jakiś dziwny nastrój świąteczny ;)

W tym roku Targi Książki w Krakowie wypadają jakoś tragicznie głupio, bo dopiero 5 listopada się zaczynają więc musiałam zacząć zbierać prezenty gwiazdkowe wcześniej. Nawet moja rodzona matka mówi że to dziwne i nienormalne, ale to jest mój genialny sposób na zadowolenie wszystkich :P
Kiedy zaczynam kupować prezenty na 3 miesiące przed świętami to; mam z tego powodu mnóstwo uciechy trzy miesiące dłużej, mogę się rozglądać i rozglądać za idealnymi rzeczami, i co najważniejsze - mogę wydać kilka razy więcej niż to 150 zł które dostałabym do ręki gdybym robiła zakupy na raz 23 grudnia dzięki czemu prezenty są fajniejsze i ciekawsze, bo ciężko, naprawdę ciężko (próbowałam w 5 klasie, Ciocia Kasia dostała wtedy zestaw kryształowych miseczek, najpaskudniejszego paskudztwa na świecie, na wagę za 6 złotych a kuzyn rogi renifera które połamały się chwile po rozpakowaniu) obdarować 20 osób za 150 zł. Nie chodzi też o to żeby kupować jakieś super-wypasione prezenty, bo wartość jednego jeszcze nigdy nie przekroczyła 50 zł, ale żeby uśmiech na twarzy po rozpakowaniu był prawdziwy nie udawany ;)
Tak więc, podsumowując - jutro na religii zrobię sobie listę osób do obdarowania, jak co roku - aby o nikim nie zapomnieć. Dwa prezenty już posiadam: najlepsza część "American Pie" - wesele na DVD dla mojego kuzyna (niech się uczy :P) i płyty Celine Dion w ślicznym pudełeczku, całość pod tytułem "These are special times" (w środku również kilka kolend) dla babci.
Największy problem, jak co roku, zapewne będę miała z mamą. Dwa lata temu dałam jej książkę Beaty Pawlikowskiej z dedykacją od autorki (Targi Książki), nawet nie przeglądnęła, to samo z Bryndalem rok temu. Zobaczymy, może w tym roku pójdzie mi lepiej :P

Prawie pewne są ferie w Londynie, co jest kolejną cudowną rzeczą. Cudowności trochę psuje fakt że z ukochaną siostrzyczką i mamusią, ale trzeba przeżyć ;) W sumie myślę że może być całkiem fajnie, a że siostra Borza na razie w UK zostaje, nie jest powiedziane że kiedyś nie pojedziemy tam tylko we dwie.

Bardzo chciałam na koniec pozdrowić pewną panią z pewnej Góry, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jaka to Góra była. Więc pozdrawiam panią która mieszka albo w Zielonej, albo w Jastrzębiej, albo w Jeleniej, albo na Jasnej Górze. Bo naprawdę nie pamiętam ;d
12.10.2009 o godz. 17:18

Ygh

Dzisiaj leże i tak mniej więcej zdycham. Ogólnie to zwykle fajnie jest chorować u mnie w domu. Chory jest chwilowo Panem, spełniane są jego wszystkie zachcianki, dostaje mega-zapas biszkoptów i sucharek a wszyscy domownicy wokół niego skaczą. Zabawa może i jest przy jakimś przeziębieniu czy trzydniówce ale nie przy grypie jelitowej (ew. żołądkowej, kwestia sporna). Więcej nie dodam.

Tagi: .
08.10.2009 o godz. 23:09
Mały biały kot rośnie sobie, w zastraszającym tempie. To już nie ta kochana kuleczka którą przywiozłyśmy do domu miesiąc temu!
bbb.jpg
Tagi: kot
01.10.2009 o godz. 16:59
Przez kilka ostatnich dni bawiłam się w mamusię. No dobra, bądźmy szczerzy, tylko przez czwartek, piątek i niedzielne popołudnie ale i tak dało mi to w kość. Wstawanie wcześniej aby dziecku zrobić śniadanie i kanapkę do szkoły, ciągłe przytulanie, wysłuchiwanie relacji typu no-i-dostałam-pałę-ale-tak-jak-ci-tłumaczyłam-przez-ostatnie-pół-godziny-ta-pała-była-niesprawiedliwa.
Wczoraj na szczęście ta prawdziwa mama wróciła z Lwowa i pełni znowu swoją funkcję. Wróciła i przywiozła całą walizkę tych pysznych Lwowskich słynnych (chociaż ja o nich nie słyszałam dopóki wszyscy nie zaczęli mi ich przywozić mówiąc że są słynne) krówek, więc wszyscy są szczęśliwi :P

Dzisiaj był sprawdzian z fizyki, i hm, mimo tego że nie za bardzo miałam się jak uczyć to chyba poszło nieźle. Nie wiedziałam jedynie co to jest echolokacja i jeszcze coś jednego, oraz pomyliłam odbicie, interferencje i dyfrakcje ze sobą, ale wydaje mi się że jak na 20 pytań to nie jest źle. Nasza olimpijka natomiast, fizyczny geniusz Borzo stchórzył i 'zatruł się grzybami'. Hyhy i teraz będzie pisać trudniejsze :P

Ponieważ wreszcie mamy nowe (3) DVD, jeszcze nie zepsute, wykorzystam to i po odrobieniu lekcji (hihi, the new me, kind of ;P) obejrzę "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów 2". O tak, zdecydowanie na to właśnie mam ochotę ;)
28.09.2009 o godz. 17:17

Tja

Czas płynie, łez brak, rany muszą przestać się ognić a zacząć goić. Może wszystko co ciągle przypomina mi o Cioci powinno przestać wywoływać przeraźliwy smutek, a cudowne wspomnienie i jej uśmiechniętą twarz, sprzed choroby.

Zaczęła się szkolna rutyna, już nie mam na nic ochoty i nastroju, a co dopiero jak zaczną się zajęcia dodatkowe - w ogóle będę wykończona i nic nie będzie mi się chciało. W tym roku ambitnie - hiszpański, angielski, basen dwa razy w tygodniu plus korepetycje z chemii i fizyki.

Szczęściarz/Szeryf/Bobcio (to ostatnie najbardziej do niego pasuje) chyba już totalnie należy do rodziny. Bawi się z Szarym, przychodzi po pieszczoty a mruczy jak mały traktorek. Gdyby tylko nie obsikiwał jednej kołdry, którą ciągle trzeba prać byłoby cudownie. No i gdyby nie próbował łapać ruszających się ludzi na ekranie telewizora. No ale podobno nie można mieć wszystkiego ;)

Ostatnio mam dwie obsesje: grę Restaurant City na Facebooku i seria "Ekipa" na FoxLife. Nowa piosenka Nelly Furtado natomiast, jeśli chodzi o pierwsze wrażenie - nie jest fajna, teledysk natomiast jest tragiczny. Zobaczymy co będę mówić jak przesłucham to jeszcze raz, i jeszcze raz.

Nelly Furtado - "Manos Al Aire".

21.09.2009 o godz. 23:38
Strasznie dawno nie pisałam, ale jakoś... To wszystko wydawało mi się tak mało ważne w obliczu śmierci, w obliczu straty, w obliczu nieodwracalnego.

Dzisiaj był pogrzeb Cioci. Najpierw kremacja, w ściśle rodzinnym gronie (chyba po raz pierwszy w życiu widziałam martwe ciało, i mam nadzieję że nie będzie takiej okazji po raz kolejny), potem pogrzeb i mnóstwo gapiów, znajomych znajomych i tak dalej. Pod koniec, po 7 godzinach (tyle to wszystko trwało - pożegnanie, kremacja, przejazd do Pszczyny z Rudy Śląskiej, czekanie na mszę, msza, przejazd na cmentarz, pochówek - zabrakło mi łez. Nie miałam już siły płakać, oczy mnie bolały bo były tak wyschnięte i wtedy po raz pierwszy tak strasznie mnie to uderzyło - Jej już nie będzie. Nie pojedziemy do Cioci i Wujka, nie pójdziemy na sushi z Ciocią, nawet nie odwiedzimy Cioci w szpitalu. Możemy jedynie jechać na cmentarz w Pszczynie, i uklęknąć nad proszkiem który pozostał z jej ciała (tyle zostaje po człowieku, proch i ubrania - oby był jeszcze ktoś kto będzie miał wspomnienia). Mieć nadzieję że prawdziwa Ciocia, w niematerialnej postaci czuwa gdzieś nad nami. Patrzeć na rozpacz rodziców i Wujka, tak niewyobrażalną że jeśli ktoś nie przeżył czegoś takiego nie może sobie nawet wyobrażać jej namiastki. Możemy pamiętać o tym, jakim Ilonka była wspaniałym człowiekiem. Nigdy się nad sobą nie użalała, chociaż rok walki z najzłośliwszym rakiem musiał boleć, bardzo. Dbała o innych bardziej niż o siebie. Była najlepszą Ciocią jaką miałam, i będę mieć, była żoną najfajniejszego Wujka, najlepszą przyjaciółką mojej mamy. Odeszła zdecydowanie za wcześnie, co to jest wiek na umieranie, 31 lat?
Po niej zostało dużo wspomnień, samych dobrych.

18.09.2009 o godz. 21:30
W nocy z piątku na sobotę odeszła Ciocia Ilonka.

“Death ends a life, not a relationship.”
Tagi: .
13.09.2009 o godz. 21:37
Charlotte
I see you lookin' at me...
Skąd: Dissection room!
O mnie: Ghostbuster.
statystyki
sekcja użytkownika






free counters



Image Hosted by ImageShack.us


PUBLICONS.PL


GG
GG: 7356478